Kanał RSS


Katarzyna Komar 30-12-2018

Pogardzane zwierzę

Samiec kozy domowej
Fot. Jerzy Komar
Niewybredna, odporna, zdrowa i żywotna, dobrze wykorzystująca paszę. W porównaniu do krowy, daje o wiele więcej mleka w stosunku do swej wielkości. A jednak traktowana była przez wieki niesympatycznie, przynajmniej w naszej kulturze. Ostatnio wraca do łask. Poznajcie kozę domową, Capra hircus.

Pancerny zwierzak

Koza jest przeżuwaczem z rodziny wołowatych. Jest jednym z najwcześniej udomowionych zwierząt – towarzyszy naszemu gatunkowi od około 9 tysięcy lat. Co ciekawe, udomowiono ją w kilku miejscach świata mniej więcej w tym samym czasie; koza domowa współcześnie nam znana jest mieszańcem przedstawicieli wszystkich tych grup. Jest blisko spokrewniona z owcą – na tyle blisko, że może tworzyć mieszańce, jednak zdarza się to niezwykle rzadko. Od owcy różni się brodą – występującą u samców i samic, zadartym ogonem i długą, zwisającą sierścią. Istnieje obecnie około 300 ras kóz, w kilku typach hodowlanych: mięsnym, mlecznym, puchowym, wełnistym i wszechstronnie użytkowym. Z koziej skóry, garbowanej wyciągami roślinnymi, robiono safian – cienki, a jednocześnie mocny materiał służący do oprawiania skór bądź szycia kosztownego obuwia. Kozie bezoary, czyli okrągłe, przypominające kamienie twory powstające w żołądkach przeżuwaczy z niestrawionych resztek roślinnych i sierści, były uważane za talizmany, chroniące także przed
Julbocken
Fot. Jerzy Komar
truciznami. Być może przesąd ten wynikał z legendarnej niewybredności i odporności kóz – jeszcze Encyklopedia rolnicza z 1888 roku podaje, że koza może zjeść silnie trujący szczwół plamisty (Conium maculatum) bez szkody dla siebie.

Towarzyszka bogów

Tak pożyteczne i od tysiącleci towarzyszące człowiekowi zwierzę doczekało się szczególnego miejsca w kulturze krajów całego świata. W Skandynawii bóg Thor miał zwyczaj podróżować wózkiem zaprzężonym w dwie kozy (kozły?) – Tanngnjóstr i Tanngrisnir. Począwszy od XVIII czy XIX wieku aż do niedawna skandynawskim dzieciom przynosił prezenty koziołek, a koziołek ze słomy (julbocken), ozdobiony czerwoną wstążką, jest w krajach skandynawskich popularną dekoracją świąteczną. Z kolei bohaterowie książek Astrid Lindgren (Bracia Lwie Serce, Ronja, córka zbójnika) chętnie raczą się kozim mlekiem. W naszym kraju byłoby to raczej nie do pomyślenia, ale o tym za chwilę.
W Grecji koza Amaltea (Amalteja) wykarmiła najwyższego z bogów, Zeusa. Kiedy przydarzyło się jej odłamać wskutek jakiegoś nieszczęścia róg, młodociany jeszcze wówczas bóg pobłogosławił go, czyniąc go rogiem obfitości. Róg ów napełniał się bowiem wszystkim, czego zażądał jego właściciel. Gdy zaś koza umarła ze starości, Zeus, wdzięczny swej mamce, uczynił z jej skóry tarczę zwaną Egidą (czyli po prostu „kozią skórą”). W książeczce dla dzieci Papuga z Isfahanu niemieckiego autora Fredricha Felda na koźle, i to latającym, podróżuje dobry czarodziej Mansur. W hinduizmie czy islamie z kolei koza jest zwierzęciem ofiarnym (Hindusi składali w ofierze kozy bogini Kali – jedyne ofiary krwawe w tej religii).

Koza nie bydło, dziewka nie czeladź1

W rumuńskiej baśni Koza z dzwonkiem koza jest bohaterką negatywną, złośliwą, kłótliwą i upartą, dokuczającą wszystkim wokół. W śląskich legendach i podaniach postać czarnego kozła czasem przyjmują wodniki; czyhały one nieraz na przechodniów na kładkach czy mostkach nad rzekami i bodły ich rogami, spychając do wody. Bywało, że przechodzień nie dał się zaskoczyć i palnął takiego kozła w łeb pierwszy, jak pewna dziewczyna z Pilszcza. W polskich bajkach dla dzieci czy wierszykach również przedstawiana jest niesympatycznie – Koza, która prawdy nie mówiła E. Szelburg-Zarembiny czy Kozucha kłamczucha J. Porazińskiej. Dlaczego?
Odpowiedzieć na to pytanie próbowali między innymi Maria Ziółkowska czy Bohdan Baranowski. W książce Szczodry wieczór, szczodry dzień autorka w opisie obrzędu „chodzenia z kozą” przypomina, że w czasach pogańskich kozy traktowaliśmy z równym szacunkiem, jak inne zwierzęta domowe. Obrządek świąt wegetacyjnych nie mógł się bez kóz obyć. Ziółkowska uważa, że od tego czasu koza „straciła na autorytecie”, ponieważ ma skromny wygląd i niewielkie potrzeby bytowe; to rozumowanie nie wydaje mi się jednak do końca trafne. Nie jest uważana za zwierzę magiczne, nie wiążą się z nią przesądy. Jest w najlepszym razie traktowana lekceważąco. Ale z drugiej strony jeszcze na początku XX wieku w okolicach Krakowa, chodzący z „kozą” (przebranym kolegą) chłopcy wyśpiewywali:
Gdzie koza chodzi,
Żytko się rodzi,
Gdzie kozie tropy,
Tam stoją kopy,
Gdzie zwróci rogi,
Wznoszą się stogi(…).
To oczywiście pozostałości wspomnianych wyżej pogańskich rytuałów służących zapewnieniu sobie urodzaju. W centralnej Polsce w ostatni wtorek zapustów kawalerowie obnosili po wsi „koziołka” - wyrzeźbioną z drewna koźlą głowę zatkniętą na kiju – i zapraszali panny, które nie zdążyły w zapusty wyjść za mąż, na tańce do karczmy. Panny sypały koziołkowi hojne datki, wierząc, że to zapewni im bogatego narzeczonego.
Koza kaszmirska
Encyklopedia rolnicza

Demoniczne dziwne rzeczy...

Z kolei Baranowski uważa, że kozy traktowano niesympatycznie ze względu na ich rzekome powiązania z księciem piekieł, który, jak wiadomo, chętnie przybierał postać kozła. Dlatego czarownice, o ile szkodziły cudzym krowom, koniom, czy owcom (np. zamieniając ich mleko w krew – krwawe mleko, jak wiemy dzisiaj, to klasyczny objaw zapalenia wymienia, mastitis; wymaga po prostu leczenia), o tyle kóz (a i świń, z podobnych powodów) nie ruszały. Zdaniem Baranowskiego właśnie przeświadczenie ludu o powinowactwie kóz do diabłów wpłynęło na ograniczenie ich hodowli przez ludność chrześcijańską w Polsce w XVII - XIX wieku. Szkoda, że tak się stało, ponieważ, jak wiadomo, kozie mleko jest bardzo wartościowym produktem spożywczym – jest lekkostrawne, może być spożywane przez alergików i diabetyków, zawiera bardzo dużo składników mineralnych, a jednocześnie brak w nim metali ciężkich i tego rodzaju zanieczyszczeń; przewyższa zatem pod wieloma względami mleko krowie. A tymczasem na początku XX wieku traktowano je tak:
(...)Wybiegli przed chałupę, gdzie na sznurku pasły się kozy i osioł, powyrzucane ze stajenki dla większej wygody wierzchowca Olelkowicza.
- To myśmy jedli mleko od kóz?… A takie było pyszne… - skrzywił się Olelkowicz.
- Boże chorony! A toż to by było znowu. Kozie mleko, to ja sam wypijam, da sery robię, ale takim delikatnym panom nie dałby stary tego specjału(...)2
W ostatnich latach kozy i kozie mleko wracają do łask. Sama kilka lat temu widziałam, jak w podwrocławskiej wsi młoda, elegancka panienka o miejskim rodowodzie prowadzała na smyczy kozę, pasąc ją na ugorach i na trawnikach sąsiadów, którzy z życzliwością i zainteresowaniem przyglądali się temu. Czyżby jakiś przełom?

  1. Powiedzenie polskie.
  2. Mniszkówna H., Gehenna

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Akademia Rolnicza w Lublinie, Hodowla zwierząt, ćwiczenia i wykłady, Lublin 2007
  2. Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981
  3. Kotłubaj H., Strzelecki A., Encyklopedja rolnicza i rolniczo-przemysłowa, T. 2, Warszawa 1889
  4. Maler K., Głubczyckie legendy i podania ludowe, Głubczyce 2013
  5. Mniszkówna H., Gehenna, Kijów 1914
  6. Ziółkowska M., Szczodry wieczór, szczodry dzień, Warszawa 1989

Czasopisma

  1. Sakowicz E., Znaczenie zwierząt w religiach świata, w: Forum Teologiczne, 6/2005
  2. Wilowski W., Hinduizm, w: Wiedza i życie, nr 1/1996
Stronę zaprojektował Jerzy Komar