Kanał RSS


Katarzyna Komar 31-12-2019

Nocny Jeździec

Na Śląsku opowieści o Nocnych Jeźdźcach (Dzikich Jeźdźcach, Dzikich Myśliwych) liczy się na dziesiątki, jeśli nie setki. Uważa się, że widmowe postaci na koniach pochodzą z niemieckiego folkloru, ale czy na pewno? Niektórzy autorzy mają co do tego wątpliwości...

Wild shouts and the wave of hair in the rush upon the wind1

Samotny jeździec w lesie o zmroku
Fot. Jerzy Komar
Któż to taki jest, ten straszliwy Nocny Jeździec? Na początek może niech się wypowie znawca tematu, niemiecki nauczyciel i pisarz, wybitny poeta tworzący w dialekcie śląskim, Philo vom Walde, czyli Johannes Reinelt:
Z szybkością wiatru przemierza Nocny Jeździec królestwo obłoków i okazuje swoją moc zwłaszcza podczas burz i nawałnic. Wyobrażenie jego postaci różni się na poszczególnych obszarach Śląska. Czasem ukazuje się on jako bezgłowy jeździec, czasem jako myśliwy na trójgłowym koniu, czasem jako piechur ze strzelbą na plecach. Potem zjawia się wielka liczba psów, wilków, szarych człowieczków i innych widm powietrznych. Okrzyki myśliwych, dęcie w rogi, palenie z batów, szczekanie psów, piekielny zgiełk i szczęk zdradzają z daleka pęd dzikiej hordy, budząc wśród ludzi strach i przerażenie. W górach straszy się Nocnym Łowcą małe dzieci, by prędzej poszły spać. Jego świta składa się z tak zwanych „wędrujących dusz”, przybierających różne postacie. Niektórzy uważają go za młodego szlachcica, który za profanację niedzieli musi za karę bez chwili spoczynku polować aż do bladego świtu, niektórzy za samego diabła.
Śląski lud uwielbiał makabryczne opowieści o bezgłowych zjawach – jedna z nich pochodziła z okolic Nowej Rudy:
Na miejscu zwanym „Harte”2 niedaleko Wolan (czy też Wolanek – K.K.) często widywali mieszkańcy wsi o północnej godzinie gnającego pędem czarnego jeźdźca. Ci, którzy widzieli go z bliska, spostrzegali z przerażeniem, że nie miał on głowy lub odrąbana zwisała mu z karku na plecy. Czarnym Jeźdźcem był nie kto inny, tylko zły hrabia z Wambierzyc, który z powodu swych bezbożnych zamiarów - chciał wambierzycki kościół świecami wypełnionymi prochem, podstępnie ofiarowanymi Domowi Bożemu, wysadzić w powietrze - nie zaznał spokoju w mogile. Widma jednak od dawna się już nie widuje, ponieważ duszę złego hrabiego wybawiły od mąk modlitwy pobożnych pielgrzymów.
Inną, nie mniej makabryczną historię opowiadano sobie w Wojnowicach pod Głubczycami, o czym poinformował Kühnaua seminarzysta o polsko brzmiącym nazwisku – niejaki M. Kaluza (Kałuża?)3:
Lud Wojnowic opowiada, że w pobliżu wioski zatrzymywał się Nocny Jeździec. Dosiadał trójnogiego konia i towarzyszyła mu sfora siedmiu psów.
Pewnego razu chłop z wioski poszedł kosić trawę. Opadła go sfora i nie dawała mu spokoju, póki nie wziął kosy i nie ruszył ku domowi. Psy ścigały aż do wioski.
Dziki Łowiec nie zawsze polował sam. Philo vom Walde zanotował kilka opowieści o towarzyszących jeźdźcowi zjawach. Co ciekawe, te historie opowiedział poecie jego własny ojciec:
W powiecie głubczyckim leży wioska Zubrzyce, w której mój ojciec w latach swej młodości uczył się tkactwa. Każdego sobotniego wieczora, jak tylko się już ściemniło, miał pozwolenie odwiedzić swoją matkę w Gołuszowicach i spędzić u niej niedzielę. Obie wioski oddalone były od siebie o około dwie godziny drogi. „Za każdym razem”, opowiadał ojciec,
Ulubiona pogoda Nocnego Jeźdźca
Fot. Jerzy Komar
„gdy szedłem w ciemnościach przez Bogdanowicki Las, nagle robiło się tak, jakby waliły się wszystkie drzewa; wyraźnie słychać było strzały i dało się słyszeć także szczekanie psów. Z początku nie wiedziałem, co to mogło być, aż później wyjaśnił mi wszystko gajowy. Wówczas już zrozumiałem, że to był Nocny Łowca ze swoją Dziką Zgrają. Gnali oni na przełaj przez las i gąszcze, że aż przerażenie brało. Ja sam Nocnego Jeźdźca nigdy nie widziałem, ale gajowy opowiedział mi, że jest to czarno odziany mężczyzna, któremu towarzyszy pięć czy sześć piesków, które ciągle ziają. Łowcy nie trzeba się obawiać, ale trzeba uważać, by nie natknąć się na żadnego z piesków. Doskakują bowiem do łydek, podążając za człowiekiem długi czas, aż wreszcie nagle znikają. Kto chce się chronić przed Nocnym Łowcą, musi iść środkiem drogi między koleinami. Odtąd tak właśnie czyniłem i nigdy więcej nic złego mi się nie przytrafiło.”
Druga historia jest jeszcze bardziej niewiarygodna:
Jednego razu szedł sobie późną nocą pewien mężczyzna drogą przez Las Głubczycki między Głubczycami a Tarnkową. Nagle usłyszał głośne strzelanie z bata, szczekanie psów i dudniące okrzyki: „Holla!”. Wtem obok niego przemknął orszak ponurych cieni, w którym mężczyzna rozpoznał postacie różnych zwierząt. Gdy jeździec na szybkim jak wiatr rumaku przejeżdżał blisko niego, stale wyrzucał w powietrze swą głowę jak piłkę. W mgnieniu oka wszystko zniknęło.
Nocny Jeździec nie zawsze dosiadał karego konia. Znalazłam kilka opowieści, w których wierzchowiec Dzikiego Łowcy jest innej maści. Najbardziej chyba zaskoczył mnie deresz (gniady lub kasztanowaty, nie jest to wyjaśnione dokładnie w tekście). Dość licznie pojawiają się też konie siwe i białe (uwaga – to nie jest to samo!):
Borowy czasem przyjaźnie traktował grzybiarzy
Fot. Jerzy Komar
Broumovski prałat był bardzo twardym człowiekiem. Jego sekretarz przestrzegał go nieraz, że przebiera miarę, ale zły pan nie zamierzał go słuchać; zamknął wreszcie natręta w wieży, by zmarł tam nędznie z głodu. Jakiś czas później jednej nocy prałat poszedł na jutrznię i ujrzał klęczącego przy ołtarzu brata zakonnego, którego dobrze znał, a który wydał mu się obcy. Podszedł ku niemu i dotknął go; wówczas klęczący odwrócił się i prałat zobaczył smutnego opata. Z przerażeniem rozpoznał swego skazanego na śmierć głodową sekretarza; runął bez sił na posadzkę kościoła i zmarł po kilku dniach.
Jego dusza nie zaznała spokoju w grobie. Złoczyńca na siwku każdej nocy przeskakiwał przez klasztorny most albo wyjeżdżał poza zamek i jeździł po górze w górę i w dół. Ponoć niektórzy ludzie spotykali go tam.
Zaś niedaleko masywu Ślęży grasował ongiś jeździec na dereszowatym koniu, jak zanotował Karl Knauthe:
Niedaleko Kiełczyna wędrowcy często spotykają Nocnego Jeźdźca na dereszu. Niebo zachmurza się nagle. Całkowita ciemność ogarnia idących naprzód, zrywa się gwałtowny wiatr, często błyskawice przeszywają niebo. Do ludzi zbliża się wielki, kościsty mężczyzna bez głowy, albo, jak opowiadają inni, z trupią czaszką odwróconą na karku, dosiadający deresza. Oddech zwierzęcia jest ognisty, a każdym uderzeniem kopyta krzesze iskry. Czyim duchem jest ów jeździec i dlaczego musi pokutować, tego nie zdołałem się dowiedzieć. Jeden mój znajomy, stary pan, usłyszał raz, że jest to „Powieszony Jeździec” (także szczyt jednego z Wzgórz Kiełczyńskich nosi nazwę „Powieszonego Jeźdźca” - das Gehenkte Reiter)4.
Chyba wystarczy tych przykładów. Jak widać, Nocnymi Jeźdźcami są przeważnie dusze pokutujących złoczyńców albo też daremnie poszukujące spokoju duchy ludzi zmarłych gwałtowną śmiercią, jak ów Powieszony Jeździec. Ale Dziki Łowca polujący ze sforą psów lub ze świtą złożoną z przeróżnych zjaw, to postać o chyba nieco innym rodowodzie…

Borowy, leśny dziad, gajowy

Baranowski pisze, że ma on związek ze słowiańskim borowym, leśnym demonem, uważanym za władcę zwierząt. Wilki były mu bezwzględnie posłuszne; pomagały mu wypasać stada sarn i jeleni. Demoniczny leśnik niczym się na pierwszy rzut oka nie różnił od zwykłego mężczyzny, choć według niektórych przekazów mógł być wyjątkowo wielkiego lub, przeciwnie, bardzo małego wzrostu. Jego twarz była groźna, czasem trupio blada, a oczy określano jako
Gniady deresz
Fot. Jerzy Komar
„dziwne”. Był do ludzi nastawiony raczej niezbyt życzliwie, choć opowiadano, że potrafił pomóc tym, do których poczuł sympatię – zabłąkanym w kniejach dzieciom czy atakowanym przez rzezimieszków dziewczętom. Bywało, że niektórym myśliwym naganiał zwierzynę ze swego stada.
Po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa, albo może raczej w czasie kontrreformacji, wierzenia związane z postacią borowego zaczęto łączyć raczej z postaciami św. Jerzego czy Huberta. Wilki przeszły pod władzę św. Mikołaja.
Baranowski uważa, że Leśnego Jeźdźca (Dzikiego Łowcę) można zaliczyć do tej samej kategorii demonów, co borowego. Jak było widać w powyższych przykładach, Nocny Jeździec nie zwraca uwagi na żywych, pędzi konno przez las w otoczeniu sfory psów lub orszaku widm. Potrafił jednak zatratować na śmierć tych, którzy nieopatrznie stanęli mu na drodze. Ponieważ postać ta jest popularna w folklorze głównie zachodniej Polski (Pomorze, Wielkopolska, Śląsk), badacze wysnuwali na ogół wniosek, że jest to import z wierzeń germańskich (Wilde Jagd). Przekonanie to opierano też na fakcie, że koń w polskich wierzeniach ludowych występuje raczej rzadko. Jednak przeczy mu fakt, że w częściach kraju dość oddalonych od niemieckich wpływów (centralna Polska, Podlasie) Nocny Jeździec również jest znany, ba, niektórzy nasi źli, gnębiący lud szlachcice pokutują w tej postaci na równi z niemieckimi panami. Także ludzie niższego stanu, jak mieszczanin ze Starego Sącza, niejaki Kasperek, odkupują winy włócząc się konno samotnie nocami.
Owszem, wydaje się, że Dziki Łowca jest spokrewniony z germańskim Wodanem, ale sporo go łączy również z naszymi demonami leśnymi. A wszystko to razem jest świadectwem naszego wspólnego, europejskiego dziedzictwa.

  1. S. Crane, Black riders came from the sea, 1905
  2. Na Ziemi Kłodzkiej wiele jest miejsc określanych tym mianem – Harte, Lämmerwetze albo Schafhöfe. Ma to związek z prawem dzierżawcy posiadłości do wypasu lub przeganiania owiec; Nowa Ruda zaś była ongiś miastem hodowców owiec, jak to odnotowały kroniki miejskie.
  3. Za pośrednictwem pana von Woikovsky’ego-Biedau.
  4. Chodzi o Szczytną (466 m n.p.m.)

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Leipzig 1910-1913
  3. Kwaśniewski K., Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
  4. Podgórscy A. i B., Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
Stronę zaprojektował Jerzy Komar