Kanał RSS


Jerzy Komar 01-02-2019

Energia przyrody

Do niedawna energia, jakiej potrzebowały gospodarstwa domowe, niekoniecznie oznaczała energię elektryczną. Najczęściej potrzebna była energia mechaniczna, do młócenia zboża, mielenia na śrutę dla zwierząt oraz na mąkę. Większość potrzebnej energii w gospodarstwach stanowiła energia mięśni ludzkich lub zwierzęcych. Światło całkiem jeszcze niedawno dawały świece i lampy naftowe. Niedawno jest tu pojęciem względnym...
Ekologiczna energia - czy na pewno?
Fot. Jerzy Komar

Bez prądu?

Dzisiaj wydaje nam niemożliwym życie bez internetu, wydaje nam się, że prąd w domach był od zawsze. Można zadawać sobie pytanie: "Co ludzie robili wieczorami zwłaszcza zimą, bez prądu?" Prąd jednak nie zawsze był. Moja mama wspominała, jak będąc dzieckiem pojechała do rodziny i płakała, że wujostwo są skąpi, bo nie chcą zapalić normalnego światła, a tylko lampy naftowe. Elektryfikacja dotarła do wielu wsi dopiero w latach sześdziesiątych ubiegłego stulecia. Wcześniej ludzie radzili sobie bez prądu. Pomimo, że prąd był już znany i znane były żarówki, najpopularniejszym źródłem światła na wsiach długo pozostawały lampy naftowe i świece.

Życie w ciemności

Natura oferuje nam wiele rodzajów energii. Nasi przodkowie wykorzystywali zaistniałe warunki i energię, jaką dawała im natura. Tak więc do chłodzenia służyła ziemianka bądź wiadro zawieszone w studni, do wypieku chleba wykorzystywano piec rozgrzewany kilkoma polanami drewna. Do mielenia zbóż na kaszę, mąkę, otręby, płatki, pasze dla zwierząt, poza żarnami czy stępą napędzanymi siłą własnych mięśni używano siły zwierząt w kieracie, siły wiatru bądź płynących rzek, które to napędzały z kolei złożenie kamieni młyńskich lub nieco później walce mlewnika.
Przechowalnictwo było dobrze rozwinięte. Dobrze przygotowane gospodarstwo wykarmiło swoich domowników nawet w czas srogiego przednówka. Duże znaczenie ma tu jakość produkowanej żywności, zdecydowanie wyższa niż obecnie produkowanej masowo. Praktycznie nie było transportu na duże odległości, w którym produkty ulegają uszkodzeniu oraz wymuszają zbiór niedojrzałych owoców. Uprawa słabych, ale wysokoplennych odmian roślin w monokulturze wymusiła stosowanie chemii rolnej i inne traktowanie płodów. Inaczej też przechowywano żywność; zdecydowanie bezpieczniej jest trzymać zboże niż gotową mąkę czy kaszę (zagrożeniem są szkodniki magazynowe np: mklik, wołek zbożowy). Stosowano różne metody konserwacji: suszenie, kiszenie, wędzenie, solenie, peklowanie, tyndalizacja. Dzisiaj wiele z tych metod jest odkrywanych na nowo, ale są to metody drogie i trudne do wykorzystania w masowej produkcji.
Mechanizm kurtyny wodnej elektrowni na rzece Ślęza
Fot. Jerzy Komar
W masowej produkcji spotyka się więc mnóstwo oszustw, np. malowanie płynem wędzarniczym zamiast wędzenia, kwaszenie kapusty zamiast kiszenia itd. Różne zdobycze cywilizacji, takie jak lodówki czy zamrażarki, nie wspominając o chemii konserwującej, spowodowały zawężenie puli stosowanych tradycyjnych metod.

Energia przed elektrycznością

Energii, jak wcześniej wspomniałem, dostarczały przeróżne nośniki i żywioły spotykane w przyrodzie. Do ogrzewania drewno, węgiel kamienny bądź brunatny, biomasa w postaci chrustu, suszone ekskrementy. Siłę mechaniczną pozyskiwano z wiatru bądź z płynącej wody. Popularne niegdyś wiatraki używane były głównie do mielenia zbóż, ale nie tylko; innym zastosowaniem jest np.: wieża ciśnień z pompą i zbiornikiem. Turbiny wodne natomiast napędzały często poza złożeniem kamieni młyńskich lub mlewnika walcowego przeróżne maszyny folwarczne, młockarnie, przenośniki, generatory prądowe. W miejscach, gdzie nie było możliwości skorzystania z wiatru ani z płynącej wody, pozostawały stacjonarne silniki parowe, na holzgas lub spalinowe, z początku na naftę.

Elektryczność

Pojawienie się na wsiach prądu wiązało się z wydłużeniem dnia roboczego. Z czasem dla elektryczności znalazły się kolejne zastosowania poza światłem. Oczywiście nie obeszło się bez oporu wobec nowości. Przykładem niech będzie cytat z filmu Sami swoi:
Wymyślili te durackie maszyny, bo siły w ręcach nie mieli!
Cytat dotyczy młocarni napędzanej elektrycznie. Z czasem jednak maszyn napędzanych prądem przybywało, jest to bowiem medium wyjątkowo wygodne. Z drugiej strony jest to energia wielokrotnie przetwarzana, przez co jej cena jest najwyższa. Aby wytworzyć prąd elektryczny, musimy przetworzyć jakiś rodzaj energii, bądź to drzemiącej w paliwie kopalnym, bądź siłę mechaniczną, pozyskaną z wiatru lub płynącego strumienia. Za każdym razem, kiedy przetwarzamy jakiąś formę energii na inną, musimy się liczyć ze stratami, a więc z wyższą ceną. Nasi przodkowie mieli iście ekologiczne podejście do przetwarzania energii. W pierwszej kolejności używali pracy własnych rąk, później siły zwierząt, następnie sił oferowanych przez naturę. Wszystko przy jak najmniejszych kosztach zarówno dla nas, jak i dla natury. Dzisiaj ekologia często jest tylko modą, pozbawioną przemyślanego porządku świata natury. Współczesnych ludzi trzeba zmuszać do ekologicznych kroków, a najlepszą metodą wydaje się przemawianie do ich kieszeni. Żyjemy
Studnia gruntowej pompy ciepła w czasie montażu
Fot. Jerzy Komar
w dziwnych czasach, w których wartość mają tylko pieniądze. Ludzie nie myślą o tym jak zrobić lepiej; najważniejsze, aby im się wszystko opłacało, nawet, jeśli działaniem swoim zrobią krzywdę komuś drugiemu lub naturze. Zasadniczo, gdybyśmy się przejmowali naszymi przyszłymi pokoleniami, powinniśmy przetwarzać energię tak, aby jak najmniej zanieczyszczać środowisko. Jednak potrzebne jest tutaj globalne spojrzenie. Przykładem niech będą farmy wiatrowe. Wyprodukowanie wiatraków wraz z bilansem zanieczyszczeń przy procesie produkcji, skutki generowanych infradźwięków i drgań towarzyszących pracy wielkich farm wiatrowych wydają się być ceną zbyt dużą dla środowiska, aby pozwalać sobie na ten sposób przetwarzania energii pozornie czystej.
Dużo lepszą formą wytwarzania elektryczności jest pozyskiwanie jej z małych, rozproszonych elektrowni wodnych. Zwłaszcza w górach na Dolnym Śląsku są jeszcze ślady poniemieckich małych elektrowni wodnych. Przy użyciu dzisiejszej technologii można w takich miejscach odtworzyć system energetyczny, który łatwo byłoby dopiąć do istniejącej sieci. Również na dużych rzekach, jak Wisła czy Odra, można zwłasza w miastach gdzie rzeki rozlewają się w kanały, wykorzystać energię przepływającej wody. We Wrocławiu są takie elektrownie, chociaż jest ich mało, jeśli wziąć pod uwagę ilość kanałów, jazów i miejsc gdzie można spiętrzyć wodę. Oczywiście nie jest to przepis na niezależność energetyczną, ale sposób na zwiększenie udziału energii odnawialnej na pewno. Elektrownie wodne są też trwalsze i tańsze w utrzymaniu od wiatrowych. Szkoda, że jest ich tak mało.
Stronę zaprojektował Jerzy Komar