Kanał RSS


Katarzyna Komar 28-12-2017

Zapomniane podania dolnośląskie - cz. V

Na piątą część cyklu o zapomnianych podaniach dolnośląskich złożyły się legendy, których wspólnym motywem są konie, a jako że mamy okres świąteczny, w jednym z podań odnajdziemy bliski nam wątek wigilijny – i choć pochodzi z niemieckiego zbioru sag śląskich, to jednak jest mocno słowiański...
Rynek Kamiennej Góry ok. 1822 roku
wg F. A. Tittela

Koń karmiony rodzynkami i winem

Kiedy przeglądałam indeksy zbiorów legend w moich archiwach, pod hasłem „konie”, obok całego mnóstwa koni ziejących ogniem, widmowych siwków, koni straszonych przez diabła, których jest w tomach sag zatrzęsienie, trafiłam na kilka istnych perełek: powracającą duszę konia, trójnogiego wierzchowca, konia, który zamienia się w chochoła, czerwonego rumaka i wiele innych, które jeszcze zapewne przytoczę przy następnej okazji, ale szczególnie urzekł mnie koń karmiony rodzynkami i winem. Czy taka dieta mogła wyjść rumakowi na zdrowie? No cóż, w legendach wszystko jest możliwe...
Na rynku Kamiennej Góry na Dolnym Śląsku ludzie widywali o północy Czarnego Kluge. Ukazywał się on w jako postać w czerni, z jedną ręką wyciągniętą w geście obrony, a drugą podtrzymująca odrąbaną głowę pod pachą. Ów Kluge za życia był kupcem i właścicielem kamienicy w Kamiennej Górze. Miał zostać
Płyta epitafijna chłopczyka zmarłego w 1579 roku
Fot. Jerzy Komar
stracony za nieposłuszeństwo zarządzeniom magistratu - w 1699 roku został ścięty mieczem.
Tyle zanotował Klose; inne opracowania podają bardziej szczegółową wersję podania. Patschkovsky opisuje nawet w pewnym sensie życiorys owego kupca i podaje bliższe szczegóły dotyczące popełnionego przezeń wykroczenia. Otóż Kluge był synem kupca z Kamiennej Góry; z powodu noszonego z dumą czarnego zarostu nazywany był Czarnym Kluge. Jego młodszy brat studiował na uniwersytecie razem z synem burmistrza, Kammlerem. Tak się stało, że ów Kammler zaręczył się z siostrą Czarnego Kluge. Doszło jednak do sprzeczki, która poróżniła ich na dobre i doszło do pojedynku, podczas którego Kluge zakłuł młodego Kammlera. Po tym zdarzeniu Kluge uciekł do starszego brata, kupca, do Kamiennej Góry, zaś następnej nocy umknął z miasta na koniu, którego jego brat karmił rodzynkami i poił hiszpańskim winem. Więcej o nim już nie słyszano. Zaś starszy brat zaprosił burmistrza na rozmowę, do której nie doszło; zabarykadował się i strzelił do włodyki. Został obezwładniony i aresztowany, a w 1700 roku oddany sprawiedliwości.
Wygląda więc na to, że osobliwa dieta rumakowi służyła, skoro nikt nie zdołał go dognać i jeździec uszedł sprawiedliwości. Historia konia z kolejnego podania jest jednak o wiele bardziej makabryczna...

Bezgłowy rumak

Na jednym szlacheckim zamku w pobliżu Świdnicy straszył pewien osobliwy duch.
Wieczorem pani zamku siedziała w komnacie, której drzwi otwarte były szeroko i wychodziły na długą drogę. Naprzeciwko znajdowała się brama. Przez nią wszedł nagle cudny siedmioletni chłopczyk, ubrany tylko w długą białą koszulkę, bosy, ze złożonymi jak do modlitwy dłońmi i zbliżył się do pani tak bardzo, że ta z przerażenia wyciągnęła ręce, aby go odepchnąć. Dziecko popatrzyło na kobietę żałośnie i litościwie, po czym odeszło tam, skąd przyszło. Kobieta jednak była zbyt przerażona, by pójść za nim.
Dopiero później dowiedziała się, że jakieś sto lat wcześniej w zamku dokonano straszliwego mordu na tym właśnie dziecku.
Kasztan i Kary w naturalnym środowisku
Fot. Jerzy Komar
Chłopczyk miał się ukazać w ciągu pięćdziesięciu lat tylko raz, aby wskazać miejsce, w którym spoczywał w niepoświęconej ziemi.
Późnymi wieczorami rządcy zamku zdarzało się spotkać na tejże ścieżce olbrzymiego karego konia, który zajmował całą szerokość drogi. Rumak ten nie miał głowy; wstrząsał krwawym tułowiem, aż krople gęstej krwi padały pod jego nogi. Koń miał na piersi złotą tarczę, jasno lśniącą, z jakimś napisem, ale przerażony rządca nie zdobył się na to, by podejść bliżej i napis odczytać.

Cicha noc, święta noc..?

Trzymajcie się, Czytelnicy, bo robi się coraz bardziej drastycznie! R. Riedel opublikował w czasopiśmie Rübezahl w 1873 roku taką opowieść wigilijną:
W Wigilię, równo o północy, nieparzysto- i parzystokopytne między zwierzętami mogą przemawiać ludzkim głosem. Aby przekonać się, czy rzeczywiście tak jest, pewnej wigilijnej nocy chłopiec stajenny z małej wioski w okolicach Sobótki ukrył się w stajni pod żłobem. I doczekał się, że jeden z koni przemówił: „Dosyć mi się podoba nasz dozorca.” Drugi odrzekł na to: „A mnie nie: w ciągu trzech dni go pochowają.” To mówiąc sięgnął przednim kopytem pod żłób, wyciągnął przerażonego chłopaka i roztratował na bezkształtną masę.
Historia ta była znana w różnych wersjach; w Przezdrowicach na przykład opowiadano sobie taką:
W wigilijny wieczór – jak mówi legenda – zwierzęta otrzymują dar ludzkiej mowy; dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy nie są karmione do syta. Pewnego razu w Przezdrowicach młody chłopak stajenny zapragnął koniecznie podsłuchać, o czym też konie będą ze sobą w ten szczególny wieczór rozmawiać. Nie dał zatem powierzonym sobie pod opiekę koniom zupełnie nic do jedzenia i ukrył się pod żłobem, chcąc być świadkiem rozmowy zwierząt. I stało się jak pragnął: punktualnie o północy Kary przemówił do stojącego obok Kasztana: „Słuchaj, Kasztan, co będziemy robili rano?” - „Pewnie pojedziemy po deski na trumnę dla stajennego,” brzmiała odpowiedź, po czym Kasztan wymierzył podsłuchującemu chłopcu potężny cios kopytem, zabijając go na miejscu.1
Ozdabianie domu gałęziami świerka lub jodły to słowiański zwyczaj
Fot. Jerzy Komar
Obie te opowieści za pomocą tak makabrycznych przykładów miały dyscyplinować niedbałych parobków i opiekunów zwierząt. Jednak wstrząsające wrażenie, jakie wywiera taka historia na umyśle słuchacza, nijak nie pasuje do pierwotnego znaczenia, jakie miały podania o zwierzętach przemawiających w Wigilię. Te opowieści wywodzą się wprost ze słowiańskich wierzeń. Słowianie2 uważali, że w czasie Godów duchy przodków powracają na krótko pomiędzy żywych i za pośrednictwem zwierząt porozumiewają się z potomkami, udzielając im rad. To właśnie z tymi wierzeniami związany jest powszechnie znany w Polsce zwyczaj zostawiania pustego nakrycia i miejsca przy wigilijnym stole – wcale nie zostawiano go dla zbłąkanego wędrowca, ale dla duchów przodków, którzy w czasie Godnych Świąt chcieli towarzyszyć swoim rodzinom. W niektórych częściach kraju wciąż znany jest jeszcze zwyczaj zdmuchiwania dusz z krzeseł przy wigilijnym stole, zanim zajmie się miejsce – z obawy, by czasem nie przygnieść jakiejś duszyczki. W cytowanych wyżej podaniach pewną nowością była dla mnie informacja, że darem mowy mogły być obdarzone jedynie zwierzęta kopytne. Być może jest to wpływ germańskich wierzeń, w których koń zajmuje bardzo uprzywilejowane miejsce, bo w polskich akurat konie w wieczór wigilijny były traktowane cokolwiek gorzej niż reszta inwentarza – na przykład nie dzielono się z nimi opłatkiem, ponieważ według chrześcijańskich przekazów nie było ich w stajence betlejemskiej, zatem nie zasłużyły sobie na względy.
Pogańscy Słowianie traktowali wszystkie zwierzęta tak samo – w czasie Godów (czyli Święta Zgody, Godzenia) nie do pomyślenia było zabijanie zwierząt, stąd na polskim wigilijnym stole wciąż goszczą tylko postne potrawy (chociaż są one „postne” w chrześcijańskim, a nie pogańskim znaczeniu – w Wigilię jada się przecież ryby, a więc zwierzęta), chociaż mało kto ma świadomość, z czego to faktycznie wynika. Ale jednak coraz więcej ludzi marzy, by przywrócić – w miejsce na przykład barbarzyńskich polowań wigilijnych – tamten dawny zwyczaj godzenia się z każdym żywym stworzeniem...

  1. Wszystkie przytoczone w tekście podania w tłumaczeniu Katarzyny Komar.
  2. Oczywiście wszystkie pogańskie ludy Europy wierzyły, że w czasie przesileń czy równonocy, światy żywych i umarłych przenikają się i dlatego możliwe są odwiedziny duchów przodków.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Klose M., Führer durch die Märchen- und Sagenwelt der Grafschaft Glatz, Schweidnitz 1887
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen Leipzig 1910
  3. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 3, Zauber-, Wunder- und Schatzsagen, Leipzig 1913

Czasopisma

  1. Riedel R., Volksthümliches vom und zu Zobten, w: Rübezahl. Schlesische Provinzialblättern, 77 Jg., Heft 4, Breslau 1873
Stronę zaprojektował Jerzy Komar