Kanał RSS


Katarzyna Komar 31-12-2018

Śląska Słowiańszczyzna - cz. IV

W kolejnym odcinku Śląskiej Słowiańszczyzny zajmę się jednym z moich ulubionych śląskich podań – historią diabelskich dud.

Chciwy muzykant

Talar polski
Encyklopedia staropolska
We wsi Latkowa koło Milicza żył raz pewien stary muzykant. Grywał on na dudach tak pięknie, że żadne wesele ani chrzciny w okolicy nie mogły się bez niego obyć. Zarabiał ładne pieniądze. Miał zwyczaj targować się o zapłatę i przechwalać, że sam diabeł nie zdołałby zagrać lepiej od niego.
Pewnego razu wracał nocą z wesela we Wrocławicach. Było już około północy, a dudziarz miał przy sobie pełny mieszek pieniędzy. Droga powrotna wiodła przez gęsty, mroczny las; muzykant dla dodania sobie ducha zaczął przygrywać na dudach. Raptem z drugiej strony drogi odpowiedziała mu muzyka dud; muzykant bez trudu ocenił, że instrument tego drugiego dudziarza był o wiele lepszy niż jego własny. Niedługo potem, kiedy wyszedł na otwartą, oświetloną blaskiem księżyca przestrzeń, ujrzał drugiego dudziarza. Drugi muzyk był wysokim, chudym człowiekiem o krogulczym nosie i wielkich, płomiennych oczach. Na głowie miał kapelusz ozdobiony czerwonym kogucim piórem, a pod pachą trzymał wspaniały instrument – dudy o srebrnym ustniku. Muzykanci przywitali się i Jobst, muzykant z Latkowej, zapytał obcego skąd się wziął w lesie i dokąd wędruje. Tamten odrzekł, że przyszedł z Polski, a podróżuje, by znaleźć kupców na swoje wyroby, ponieważ posiada niewielki warsztat, wytwarzający instrumenty muzyczne.

Chytry dwa razy traci

Staremu muzykantowi aż zaświeciły się oczy. Pojął, że trafia mu się nie lada okazja. Zapytał o cenę instrumentu, a kiedy rzemieślnik zażądał od niego talara, którego zarobił na weselu, i jego starych dud w zamian za swój instrument, Jobst zgodził się od razu. Rozstali się w przyjaźni i Jobst uradowany powrócił do domu. Zmęczony położył się spać, uprzednio zawiesiwszy nowiuteńki instrument na ścianie.
Rankiem naturalnie chciał się pochwalić żonie nowym nabytkiem; jakież jednak było jego zdumienie, gdy zamiast pięknego instrumentu ujrzał na ścianie cuchnącą, gnijącą kość ze zwłok. Chciwy starzec przeraził się, bo zrozumiał, z kim się spotkał nocą, ale jego żona nie szczędziła mu gorzkich wymówek i wyrzutów. Jobst zakopał ohydny gnat
Droga w świetle księżyca
Fot. Jerzy Komar
w ogrodzie, jednak następnego ranka ku swemu przerażeniu ujrzał go znów na ścianie; kość wracała wciąż i wciąż, nieważne, gdzie ją zakopał – czy w lesie, czy w polu, przywaloną kamieniami. Diabelski gnat powracał nawet z głębin jeziora, w które ciskał go zrozpaczony starzec. Dopiero mądry owczarz uwolnił Jobsta od kłopotu, oczywiście za niemałą opłatą. Kość nareszcie pozostała w lesie. Te traumatyczne wydarzenia wyleczyły Jobsta z chciwości. Starzec żył jeszcze długo i dobrze zachował w pamięci swą przygodę.1

Niedźwiedź zdechł, dudy w miech

K. Kwaśniewski w Legendach i podaniach wrocławskich i dolnośląskich zwraca uwagę, że obcy dudziarz przybył na Śląsk z Wielkopolski. Na Śląsku sztuka wyrabiania dud zdążyła już zaniknąć, dlatego pochodzące z Polski instrumenty były wysoko cenione. Dudy, koza lub gajdy (nie mylić z dudą – to zupełnie co innego) są złożone z mieszka wykonanego z koziej lub owczej skóry, z przytwierdzoną piszczałką fletową (szałamają). Z drugiej strony z mieszkiem kontaktują się piszczałki zwane głosami, które, jak podaje Kolberg, brzmią unisono. Jest to instrument znany i popularny w Polsce – wspominają o nim Rej i Kochanowski w Pieśni świętojańskiej o sobótce. Dudami nazywa się także piszczałki organów, a także (choć o ile wiem, to raczej dutki) wnętrzności zwierzęce – serce, wątrobę i inne (tzw. letkie – płuca).
Dudy używane były już przez Rzymian, a na obszarze całej Słowiańszczyzny były ogromnie popularne – od Bałkanów po Rosję. Niepoprawnie bywają nazywane kobzą. Duda z kolei to prasłowiański instrument dęty, złożony z dwóch fletowych piszczałek różnej długości, wykonanych z trzciny. Złączone są one jednym ustnikiem. Każda z piszczałek ma trzy dziurki, co pozwala na wygrywanie melodii dwugłosowych.
Po raz kolejny mamy do czynienia z mocno słowiańskim wątkiem w podaniu zanotowanym przez niemieckiego autora. Takich motywów w zbiorach niemieckich etnografów jest na pęczki, o czym przekonacie się, drodzy Czytelnicy, już niebawem...

  1. Tłum. K. Komar.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Gloger Z., Encyklopedia staropolska, T. II i IV, Warszawa 1901-1903
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. II, Elben-, Dämonen- und Teufelsagen, Leipzig 1911
  3. Kwaśniewski K., Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
Stronę zaprojektował Jerzy Komar