Kanał RSS


Katarzyna Komar 31-12-2018

Śląska Słowiańszczyzna - cz. III

W pewien sierpniowy wieczór siedzieliśmy w kilka osób na trawniku przy ujeżdżalni; dzieliłam się wiedzą i doświadczeniem z zakresu jeździectwa i chowu koni, ale tematy w końcu, nie wiedzieć czemu, zdryfowały kompletnie w inną stronę. Zaczęłam snuć śląskie gawędy, baśnie o duchach, przedziwnych stworach. Część słuchaczy była zachwycona, ale jedna z dziewczynek wstała zniecierpliwiona:
- Po co nam pani w ogóle opowiada o jakichś utopcach? - prychnęła. - To nam się w ogóle w życiu nie przyda!
Przyznam, że mnie trochę zatkało. Kochane pokolenie Z, potrafią w dwie sekundy sprawić, żeby trzydziestoparolatek poczuł się jak jakiś dinozaur. Pragmatyczni do bólu, oceniający wszystko pod kątem przydatności. Jakże różni od nas, żywych skamieniałości pamiętających PRL. A jednak mimo wszystko uważam, że moja słuchaczka nie miała racji, nawet patrząc z jej punktu widzenia. Uważam, że wiedza o utopcach, zmorach, wampirach i innych takich, nam, mieszkańcom Śląska, jest bardzo potrzebna.
Dlaczego? Na to pytanie mam nadzieję odpowiedzieć niniejszym tekstem. O zmorach mowa była ostatnio, więc teraz zajmę się utopcami.

Groźne rzeki

Elektrownia wodna Oława II - powódź 2006
Fot. Jerzy Komar
Śląsk nękany był powodziami niemal co roku w przeciągu wielu stuleci. Ukształtowanie terenu, nieuregulowane wielkie rzeki, rabunkowa gospodarka leśna i dewastacja mokradeł, które są naturalnymi zbiornikami retencyjnymi, były przyczyną takiego stanu rzeczy. Skutkami powodzi był głód (brak zbiorów), zniszczona infrastruktura (drogi, mosty, młyny), straty w ludziach i inwentarzu. Stosunkowo niedawno, bo w drugiej połowie XVIII wieku próbowano jakoś wreszcie temu zaradzić, ale do XX wieku właściwie bez większych skutków. Odra zalewała Wrocław, Bóbr Żagań, Kaczawa Złotoryję... W XIX wieku zanotowano aż 23 katastrofy, zaś największa z nich miała miejsce niemal co do dnia na 100 lat przed tzw. (z wielką przesadą) powodzią tysiąclecia w 1997 roku, którą pamiętamy wszyscy. Inne wielkie powodzie miały miejsce w 1903, 1907 i 1926 roku. Jak widać zatem, tego rodzaju kataklizmy na Śląsku to raczej norma niż wypadek.

Nadprzyrodzona pomoc

Nic zatem dziwnego, że na śląskich mostach lub nad rzekami, fosami i stawami często można spotkać figury św. Jana z Pomuk, zwanego Nepomucenem. Ten święty popularny był na obszarze monarchii habsburskiej, skąd jego kult za pośrednictwem jezuitów rozszerzył się poza jej granice. Nepomucen miał chronić przed powodziami i utonięciami.
Figura Nepomucena w Kłodzku
Fot. Jerzy Komar
Na samym Dolnym Śląsku poświęcono mu aż kilkanaście kościołów. Jedna z najstarszych jego figur, znajdująca się w Bystrzycy Kłodzkiej (a jakże – na moście na Bystrzycy Łomnickiej) pochodzi z 1704 roku, a więc została wykonana na ćwierć wieku przed kanonizacją Nepomucena. Czy czeski święty radził sobie z ochroną pobożnych Ślązaków przed rozszalałym żywiołem, uosabianym przez mściwe wodnice, wodniki, topielce i  utopce? Jego popularność na Śląsku wskazywałaby na to, że tak; z drugiej strony, mnogość ludowych sposobów na uchronienie się przed wodnymi stworami mówi gromko: nie!

Od Opola droga wiedzie dniem i nocą po wodzie(...)1

Flisacy i rybacy zaś czcili jako patrona św. Mikołaja. We Wrocławiu, przy placu św. Mikołaja jeszcze przed XII wiekiem stała jego kaplica, zastąpiona potem kościołem murowanym. Teren wokół niego był ośrodkiem handlu rybami i drzewem. Spławem drewna i połowem ryb zajmowali się na Śląsku głównie Polacy, przez ludność niemiecką pogardliwie określani z tego powodu mianem Wasserpolacken. Na początku XV wieku w swoim kościele p.w. św. Klemensa przy ulicy Polskiej owi biedni rybacy i Polacy zebrali się jako powstańcy przeciw zniemczonej radzie miejskiej Wrocławia.
Życie Ślązaków, głównie tych o polskich korzeniach, bardzo silnie było związane z żywiołem wody. Obawiali się tego żywiołu i groźnych istot, żyjących w odmętach wód. Szczególnie niebezpieczne były wodnice, żeńskie demony wodne, popularne na Mazowszu i Dolnym Śląsku (wody Rosji i Ukrainy także roją się od rusałek – wodnych panien). Obdarzone wyjątkową urodą, wabiły młodych mężczyzn w głąb wód na zatracenie. Wodnice i wodniki bywali mściwi; istniało przekonanie, że na kogo wodnica spojrzy, ten do końca życia nie wyjdzie z nędzy. Chociaż nie zawsze spotkanie z tymi demonami kończyło się źle dla człowieka, to jednak był to raczej wyjątek, niż reguła.
Wodospad Wilczki
F. Koska

Czerwony żupan

Utopce (topielce, wasermony, czarne chopki/chłopki i jak je tam jeszcze nazywano) to słowiańskie demony wodne o charakterze negatywnym (na Śląsku, co ciekawe, niekoniecznie – potrafiły się przyjaźnić z ludźmi). Lęgły się z dusz ludzi utopionych lub poronionych płodów; na Śląsku także samobójców lub z dusz pokutujących. Wierzono, że trafiają się wśród nich osobniki dobre i złe – te dobre miały przestrzegać przed gradem czy pomagały zwozić siano, kiedy groziła ulewa. Ślązacy uważali, że te groźne utopce lęgły się z nienarodzonych dzieci kobiet, które utonęły, będąc ciężarnymi. A w niektórych regionach Polski ludzie obawiali się utopców bardziej niż diabłów.
Wasermany zasiedlały nie tylko rzeki i większe zbiorniki wodne, ale nawet studnie, rowy melioracyjne i kałuże. Z wyglądu przypominały bardzo chudych, wysokich ludzi, o skórze oślizgłej, zielonkawej, oblepionej błotem, i o ciemnych włosach na wyjątkowo dużej głowie. Palce dłoni i stóp obowiązkowo miały spięte błoną jak u kaczki i lubiły czerwone ubrania, zwłaszcza czapki. Oddalały się czasami od wody, ale wszędzie, gdzie zatrzymały się bodaj na moment, pojawiała się wokół nich kałuża. Ich ulubioną rozrywką było wciąganie pod wodę pływających ludzi bądź zwabianie
Zapora na Jeziorze Lubachowskim
Fot. Jerzy Komar
stojących na brzegu. Potrafiły także topić zwierzęta i wozy czy wodzić ludzi po bagnach, zalewać pola, uszkadzać młyny, obrywać położony nad rzeką grunt, słowem, przyczyniać wszelkich szkód, jakich żywioł wody przyczynić potrafi.

Utopiec a sprawa polska

Tak już jest, że religie i wierzenia odzwierciedlają to, czym żyją ludzie na danych terenach, czym się najbardziej cieszą lub czego się obawiają. Na Śląsku i Łużycach strach przed rozszalałym żywiołem wody, a jednocześnie trwożna cześć dla rzek-żywicielek musiały zaowocować setkami podań o tajemniczych istotach, żyjących w głębi wód. Jak już pisałam, wiara w utopce i wodniki obca jest ludowym tradycjom niemieckim i wyraźnie wskazuje na polskość, a nawet słowiańskość ludowych wierzeń Śląska. Czy zatem – wracam tutaj do wypowiedzi mojej słuchaczki, która dała początek powyższym rozważaniom – faktycznie nie potrzebujemy wiedzy o baśniowych stworach śląskich? Zwłaszcza w sytuacji, kiedy temat granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej, zamknięty, jak by się wydawało nie wiadomo jak dawno temu, wciąż i wciąż powraca – 20 września 1949, w grudniu 1969, 17 maja 1972, 28 listopada 1989, 17 lipca 1990, a ostatnio(?) we wrześniu 2016...

  1. Piosenka flisacka z końca XIX wieku, znana jeszcze w 1955 roku (Majchrzak J., Dolnośląskie piosenki flisackie, Wrocław 1955).

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981
  2. Koska F., Sudeten-Album, Breslau-Berlin 1846-1862
  3. Kwaśniewski K., Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
  4. Łuczyński R., Tropami śląskiego dziedzictwa, Wrocław 2000
  5. Miniewicz M., Waligóra D., Wolny M., Kobierzyce – przewodnik po gminie, TPGK Kobierzyce 2005
  6. Podgórscy A. i B., Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
Stronę zaprojektował Jerzy Komar